Naszym Patronem medialnym był "Głos Olecka" i "Gazeta Olsztyńska"

nagłówki prasowe


Zajazd Bardów zorganizowano już po raz czwarty. Poprzednie trzy jego edycje odbyły się w Gołdapi. Pomysłodawca i organizator imprezy Adam Andryszczyk zdecydował się przenieść koncerty do ośrodka kultury w Kowalach Oleckich, w którym jest dyrektorem. Dlatego tym razem Zajazd Bardów odbył się pod Szeską, a nie Piękną Górą.
- W poprzednich trzech edycjach zawsze mi czegoś brakowało - twierdzi Adam Andryszczyk. - W końcu udało mi się zorganizować imprezę, jaką sobie wymarzyłem. Wiem, że termin przedświąteczny nie był najlepszy, ale został podyktowany remontem budynku GCKiS, który niedługo rozpoczynamy.
Zmianę lokalizacji imprezy pochwalili stali bywalcy Zajazdu Bardów.
- Ta zmiana wyszła imprezie na dobre - mówi olecczanin Waldemar Snarski. - W kameralnej sali artyści mogli skupić się na grze. W Gołdapi na koncerty często przychodziły osoby mało zainteresowane występami, a bardziej skupione na piciu piwa i przeszkadzaniu artystom.

Duże wyróżnienie
W ramach Zajazdu Bardów pod Szeską Górą wystąpiło dwóch laureatów konkursu "O ślad". Wybrał ich dyrektor GCKiS spośród 11 kandydatów.
- Osobiście wysłuchałem wszystkich nadesłanym materiałów i wybrałam dwóch najlepszych autorów - mówi Adam Andryszczyk. - Swojej decyzji nikomu jednak nie zdradziłem. Materiały przekazałem instruktorom od muzyki i teatru. Okazało się, że oni wybrali te same osoby.
W piątkowy wieczór na scenie pojawił się Marcin Skrzypczak ze Starogardu Gdańskiego.
- Szczególnie podobała mi się jego barwa głosu - mówi Ania z Suwałk, która do Kowali Oleckich przyjechała ze swoim chłopakiem. - Ten młody artysta zaśpiewał kilka ciekawych, spokojnych balladowych utworów. Cieszę się, że w Kowalach Oleckich zorganizowano taką ciekawą imprezę. Przyjechałam zaś specjalnie na występ Waldemara Smiałkowskiego, którego jestem wielką fanką.
Drugim laureatem konkursu był Piotr Kędziora ze Starachowic. Artysta debiutował przed dwunastoma laty, ale przyznaje, że występ podczas Zajazdu Bardów był dla niego dużym wyróżnieniem.
- Ta impreza ma swoją renomę w środowisku osób związanych z piosenką autorską - twierdzi Piotr Kędziora. - Cieszę się, że zostałem ciepło przyjęty przez publiczność i że w takim małym ośrodku kultury kultywuje się tradycje "bardowskie". W dużych miastach one już wygasają.
Piotr Kędziora cieszył się również z otrzymanej nagrody, jaką było profesjonalne nagranie recitalu w Mazurskiej Kuźni Dźwięku.

Ukryta ironia
Po występach "młodych talentów" przyszedł czas na wykonawców, których nazwiska są już znane miłośnikom piosenki autorskiej. Przed publicznością kolejno pojawili się: Krzysztof Nurkiewicz, Waldemar Śmiałkowski, Szymon Zychowicz i Andrzej Poniedzielski. Ten ostatni do łez rozbawił licznie zgromadzonych widzów.
- Długo nie zapomnę popisów pana Poniedzielskiego - twierdzi Tomasz Ostaszewski z Olecka. - Jest on mistrzem humoru. Każde wypowiadane przez niego zdanie zawiera ukrytą ironię, ośmieszającą ludzkie wady i zachowania.
W trakcie imprezy widzowie dowiedzieli się, kim jest bard.
- Dawniej bardem nazywano śpiewaka, który chodził od miasta do miasta i śpiewał pieśni o bohaterach - wyjaśniła prowadząca imprezę Katarzyna Grabowska z Kowali Oleckich. - Dzisiaj bard to osoba, która dużo czasu spędza w barach i śpiewa piękne poetyckie piosenki.

Kiełbasa dla mamy
W przerwach między występami publiczność posilała się w sali biesiadnej. Organizatorzy przygotowali dużo dobrego jedzenia prosto z regionalnej kuchni. Na stołach czekały między innymi wyroby wędliniarskie, uwędzone na drewnie olchowym i wiśniowym w wędzarni jednego z mieszkańców Kowali Oleckich. Oprócz tego można było zjeść: bigos, kiszkę ziemniaczaną, pierogi i pieczywo. Osobom, którym zaschło w gardle serwowano kwas chlebowy.
- Pierwszy raz jestem na imprezie, na której przygotowano tyle smacznego jedzenia - chwali organizatorów bard Marcin Skrzypczak. - Najlepsza jest swojska kiełbasa. Jest tak dobra, że zabiorę ze sobą troszkę dla mamy.

Obdarowali gości
Ciepłego bigosu można było także skosztować przy ognisku. Nad utrzymaniem go w odpowiedniej temperaturze czuwał Marek Żurawski z Kowali Oleckich. Był on "dobrym duchem" ogniska i całej imprezy.
- W przygotowaniu imprezy pomagała mi cała społeczność Kowali Oleckich - przyznaje Adam Andryszczyk. - Panie z Domu Pomocy Społecznej upiekły ciasta, a pracownice szkoły podstawowej przygotowały bigos i kiszkę ziemniaczaną. Zaangażowało się też wiele osób prywatnych. Naszych gości, obdarowaliśmy jedzeniem, aby mogli posilić się w drodze powrotnej i rozsławiać naszą kuchnię regionalną.
Zgodnie z tradycją, po koncertach odbyły się spotkania biesiadne. Każdy mógł zagrać na gitarze "przechodniej" i zaśpiewać z artystami.

Tekst i zdjęcia: Dariusz Sawicki



Copyright © Adam Andryszczyk